codzienne życie nadwrażliwca płci żeńskiej w wieku 40 +
RSS
czwartek, 17 maja 2012

...kolejny dziwny i nerwowy dzień. Pokręcony. A może to ja jestem "pokręcona" ? Czasem myślę, że wszystko jest niepotrzebnie skomplikowane. Czasem milczę, żeby nie mówić wprost ludziom tego co ciśnie się na usta. Bo ludzie cholernie nie lubią krytyki. Lubią przytakiwanie. A mnie przytakiwanie, jeśli mam inne zdanie, kompletnie nie wychodzi. Dlatego milczę, kiedy nie daję rady przytakiwać czemuś durnemu.

Ostatnie dni to zmagania z problemami, jakie stwarza cudzy brak odpowiedzialności, lekceważenie innych albo obowiązków, egocentryzm i brak wyobraźni. Opadają ręce. I, co najgorsze, przekonanie danej osoby o tym że jest pępkiem wszechświata albo zjadła wszystkie rozumy, względnie że wszyscy inni poza nią to durnie, powoduje we mnie chęć walnięcia prosto z mostu co myślę. Tyle że nie mogę. Muszę za to w myślach liczyć do dziesięciu, cedzić wolno słowa co by je przemyśleć w międzyczasie i nie powiedzieć czegoś za dużo a powiedzieć to co konieczne. Spokój, święty spokój to podstawa... Jeden, dwa, trzy......dziesięć....Tylko ciężko rozmawiać ze "świętą krową" ....Jeden...dwa...trzy.....

Nie zbawisz świata - ktoś powiedział. Nie zbawię. Ale nijak nie potrafię zdzierżyć głupoty i olewactwa, poglądów zmiennych jak pogoda, cynizmu, plotkarstwa, chamstwa. Nie zdzierżę i już. I tolerować nie zamierzam....Za to się denerwuję, mam duszności, bóle w mostku, kłucie w serduchu i horrory zamiast kolorowych snów. I coraz mniej chce mi się gadać. Tak w ogóle....

Wyżaliłam się. Teraz dwa zdania o diecie. Dalej jem mało i subtelnie, dietetycznie. Ale nic się dalej nie zmienia w kwestii ubywania tłuszczyku. Nie jest to motywujące, niestety....Fakt że nie ćwiczę za wiele. Jak wracam po 17.00 to mam marzenie wypluskać się w wannie a nie walczyć z ciałem.... Nadal potrzebny cud. Dietetyczny :(

Miłego wieczoru.

21:16, mankatoja
Link Komentarze (4) »
środa, 16 maja 2012

...ciężki mam tydzień, codziennie jakieś "atrakcje". Żadne miłe. W poniedziałek , poza różnymi zdarzeniami problematycznymi i wymagającymi skupienia i szybkiego rozwiązania wizyta u szefa, służbowa, z planem organizacji na następny rok. Wszędzie cięcia, trzeba mieć rzeczowe argumenty na obronę swoich racji. Udało się, tyle dobrego. Ale nerwy to nerwy. Z tego wszystkiego zapomniałam telefonu z pracy. Wiedziałam, gdzie zostały, tyle dobrego. We wtorek też od rana masa spraw "na zaraz i już", pełno interesantów, gości z różnymi sprawami oraz codziennie bolączki remontowe, awaryjne i ludzkie. Pod koniec dnia pilna sprawa i biegiem do zwierzchnika. Sprawa załatwiona ale było już przed 17.00 jak wracałam do domu. W międzyczasie telefon i do klubu wyjazd - sprawy organizacyjne itp., a tam zeszło do późna. I po 21.00 byłam w domu. Zaś po 23.00 telefon z pracy, awaria...a co za tym idzie kolejne telefony moje do właściwych osób. Oj, czasem to się zastanawiam, czy niektórzy ludzie powinni pracować, skoro dzwonią do szefa z zapytaniem co mają robić, a sytuacja jet proceduralna....Szkoda gadać. Dziś też "wesoło", teraz mam chwilę przerwy na śniadanie i  ukojenie nerwów. Od 7.30 ruch jak na targu. No...właśnie muszę wracać do roboty, bo puk-puk słyszę.... Miłego dnia.

 

10:46, mankatoja
Link Komentarze (4) »
niedziela, 13 maja 2012

....jest rok więcej. Dla mnie. Co z tym zrobię? Nic, bo z czasem walczyć nie można. Czas płynie niezależnie od tego, co o tym sądzimy, czy się z tym godzimy czy nie. Nie czuję na plecach lat, które mam. Jako nastolatka sądziłam że kobieta czterdziestopaloletnia jest stara. Dziś się z tego śmieję. Stara będę mając lat 70...tak sobie powtarzam. Póki co wciąż myślę o sobie że jestem młoda, chociaż mam też świadomość tego, że najlepsze lata minęły. Najlepsze w tym znaczeniu, że wszystko było napełnione większą nadzieją, siłą i ideałami, które teraz co dnia kruszy życie.
Nie robię podsumowań z racji kolejnych urodzin, wiem i tam co zrobiłam źle, co powinnam w sobie zmienić i gdzie był błąd w moich decyzjach. Tyle, że niczego co się stało nie zmienię. Mogę zmienić tylko to, co przede mną.

Dieta mija z małym odstępstwem z racji gości. Ociupina ciasta owocowego. I coś na kształt obiadu. Tak, to na pewno już za wiele, bo czuję zdziwienie organizmu ;). Od jutra znów ostry reżim, a za tydzień nie ma już żadnej okazji do odstępstw. Uf!

Jutro kolejny tydzień, a zaczyna go ciężki poniedziałek. Nie mam chyba z tego powodu zapału do pracy, a może dlatego, że jakoś niespecjalnie się czuję. Ale nie będę tu opisywać dolegliwości przecież....

Miłego wieczoru :) Odpoczywajcie póki wolne chwile mamy :)

 

 

19:58, mankatoja
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 maja 2012

Dziś piąty dzień diety. Spektakularnych efektów brak-  wagowych, ale inne są - czuję się lżej i nie mam wzdęć. Niedoczynność i Hashomoto to głowni sprawcy mojego złego samopoczucia, wypadających włosów, suchej skóry i większej wagi.
Radzę sobie z dietą nieźle, bo i tak jadłam mało. Wyłączyłam tylko wszystko co słodkie, chleb i ewentualne przekąski. Wczoraj na śniadanie znów było pół kubka jogurtu z pomidorem, ogórkiem i rzodkiewką oraz parówką berlinką, potem sok z grejfruta, potem kawałek mięsa z warzywami i na koniec dnia 250 g truskawek. Dziś za to trochę zaszalałam - zjadłam kawałek urodzinowego tortu. Musiałam bo to były moje urodziny :). Poza tym była sałatka z salaty z pomidorem i ogórkiem polana lekkim dresingiem, wątróbka i tradycyjnie truskawki :).
Jutro będzie znów dieta. W urodziny zrobiłam konieczny wyjątek, mam nadzieję że mnie rozgrzeszycie ;)?

A co poza tym? Reasumując to miałam nieciekawy dzień, zabiegany i nerwowy w pracy, mimo że miły z racji otrzymywania wielu życzeń, bukietów.... Jedne nawet pocztą kwiatową, ale.....nie, spokojnie, to nie wielbiciel tajemniczy /chociaż wrażenie na współpracownikach było że ho ho  ;) / tylko moje przyjaciółki - M i K. Dziekuję serdecznie kochane :). No i czuję się dziś niespecjalnie, chyba z racji parnej pogody....Nogi strasznie mi zapuchły, że był problem buty założyć, ale i dłonie też cały dzień opuchnięte. Oj, upały nie będą dla mnie niczym dobrym....

Nie wiem jak u Was, ale u mnie były trzy ulewne burze. Powietrze na chwilę robiło się czyste a potem znów parówka.....Tyle, że i tak teraz mi lepiej niż wcześniej, kiedy było mi duszno i sennie. Chyba się starzeję, bo naprawdę takie dziwne samopoczucia nigdy dotąd mnie nie opanowywały :)

Miłej soboty :)

01:22, mankatoja
Link Komentarze (3) »
środa, 09 maja 2012

To trzeci dzień diety. W zasadzie idzie ok, pewnie dlatego że ja w zasadzie i tak jadłam mało. Moje menu na środę znów jest nieduże - na śniadanie jajo na twardo i pół opakowania serka grani z pomidorem, ogórkiem i rzodkiewką. O 13.00 sok z grejfruta i mały banan. Ponieważ dopiero o 18,00 byłam w domu więc zjadłam wszystko przewidziane na dzisiaj, czyli kawałek mięska gotowanego z warzywami, a ponieważ byłam głodna to jeszcze 120 g jogurtu i 10 dkg sera. Koniec grzeszenia ;)

Czuję się dobrze, to najważniejsze. Jedyne co to bolą mnie nogi od chodzenia bo zrobiłam kilka dobrych km - wędrowałam 2 i pół godziny plus droga do i z pracy. Ciekawe kiedy będą efekty wagowe...a raczej objętościowe, bo obmierzyłam się tu i tam i będę konfrontować te dane ;)

Z innych spraw.....Kolejny raz rozczarowałam się zachowaniem tej samej osoby. Zawiodłam się - to bardziej odpowiednie słowo. Mam miękkie serce, a jak wiemy oznacza to twardy zadek....Kurcze, jak to boli kiedy ktoś źle nam zrobi i jeszcze fochy z tego powodu skupia na nas....Cholera, czemu ;udzie tak robią?!

20:14, mankatoja
Link Komentarze (6) »
wtorek, 08 maja 2012

No to drugi dzień diety za mną. Jak idzie? No wszędzie widzę jedzenie ;). Ale daję radę. Trochę zmodyfikowałam dietę jajeczną. Same jajka to trochę za wielkie wyzwanie, choć je lubię. W każdym razie jem jedno rano, do tego jakieś 50 ml jogurtu naturalnego z pomidorem i rzodkiewką dziś a wczoraj z bananem. Wczoraj jeszcze 13.00 sok z grejfruta. O 16 zjadłam dwa jajka i pomidora a po 19.00 żeby do rana nie przyssał mi się żołądek do kręgosłupa 100g gotowanej piersi i sałatkę z pomidora i cebulki. No a do tego z 5 herbatek owocowych i dwie kawy. Kawy pić nie powinnam ale aromat kusi, jak piją inni ;). Eh! Dziś rano była kawa z odrobiną chudego mleka, jogurt z warzywami i jajko , o 13.00 będzie sok a po pracy gotowane mięsko z gotowanymi warzywami. Dam radę, byle jak najdłużej, a przede wszystkim żeby były efekty. Ich brak zniechęci, to pewne. Biorąc pod uwagę że jem niewiele mniej niż wcześniej to na spektakularne nie warto liczyć...Ale próbuję- to się liczy. Może organizm się zlituje, szczególnie że zwiększyłam sobie dawkę leków na tarczycę. Może dzięki temu skóra przestanie być taka sucha, a włosy wypadać garściami....Czas pokaże.

Co do ćwiczeń, to wczoraj maszerowałam 2,5 godziny więc jak wróciłam i się wykąpałam to na ćwiczenia siły było mało. Dziś się poprawię ;).

Co poza dietą? Coś na kształt lenistwa i nerwowości. Tak ogólnie, bo wolne się skończyło a codzienność łatwa nie jest. W pracy irytuje mnie u ludzi olewactwo, brak poczucia odpowiedzialności i egocentryzm połączony z rakiem zauważania swoich błędów. Czasem wywaliłabym kogoś takiego na zbity łeb, żeby zrozumiał,skoro po dobroci nie rozumie. Ale wywalić nie mogę. Prawo! Ok, prawo musi być przestrzegane, ale ile razy chroni idiotów za których się potem samemu odpowiada? No dobra, stop. Bo się nerwowość wzmaga tylko.

Idę podziałać. Papierologia wzywa.

Miłego dnia :)

10:41, mankatoja
Link Komentarze (4) »
niedziela, 06 maja 2012

Po długim weekendzie ciężko będzie zabrać się znów do pracy. Ha, ja byłam w piątek w robocie chociaż nie ukrywam że dzień był spokojny, zapewne dlatego że wiele osób, szczególnie tych wyżej mnie miało wolne. Tak czy siak wczoraj z tego wszystkiego wciąż miałam wrażenie iż jest niedziela. A niedziela jest dziś. Niedziela jakaś niefajna, leniwa i deszczowa. No....ok, przestało padać jakąś godzinę temu.
Ogarnęłam naczynia ze zlewu, bo się jakoś podejrzanie nazbierały...Wciąż mnie to intryguje jak to się dzieje....?! Pooglądałam "Perfekcyjną panią domu" dzięki czemu pogorszyłam sobie nastrój. Czemu? Bo prowadząca jest nierealnie słodziuchna, dodatkowo zazdroszczę jej szczupłości / sic!/, a poza tym od razu widzę swoje mieszkanie w niekorzystnym świetle porównując je z tym co niby jest domem prowadzącej. Nie jestem perfekcyjna, nie jestem pedantką i nie mam kasy na piękny wystrój. Eh....Jest powód do marudzenia? Jest ;)

Dziś rano rozmawiałam z przyjaciółką. Ostatnio ma niszowy nastrój. Wiem dlaczego i rozumiem. Wiem też, że wyjdzie z tego, bo ma dużą siłę. W sobie. Nie ma dziewczyna szczęścia do facetów. Trafiają się jej słabeusze albo cwaniacy. Może dlatego, że jak ja nie umie być zołzą. Patrzenie sercem jest kosztowne. Oj, czasem bardzo.

A odnośnie diety. Nie będzie łatwo. Bo jak zawsze ograniczenia powodują że chce się je łamać niczym wszelkie zakazy - jakby największą siłą była przekora. Na szczęście sporą część dnia spędzam w pracy. Dzięki temu nie będę miała czasu na myślenie o jedzeniu / ;)/ . Zaopatrzyłam się w wodę mineralną, cytryny, naturalny jogurt i warzywa. Będzie dobrze. Będzie! Musi! Cholercia, musi.... Dziś za to czuję się tak jakby mi w żołądku coś na kształt balona się zrobiło ...po śniadaniu delikatesowym nie bardzo to rozumiem. Nic to, przejdzie.

Miłej niedzieli. I żeby trochę się przejaśniło.

12:05, mankatoja
Link Komentarze (4) »
sobota, 05 maja 2012

Normalny weekend. Po kilku dniach w kratkę: praca- święto, miło wrócić do normalności. Do znanego schematu. Tak, schematu, który daję pozory bezpieczeństwa. Każdy z nas, a przynajmniej większość, lubi jak wszystko jest stabilne. Jak dzieje się według znanego wzoru. Niespodzianki są fajne, ale tylko kiedy są miłe. A nawet jak miłe, to czy aby na pewno wszyscy by skakali z radości gdyby ktoś powiedział : masz 15 minut, pakuj się, lecisz na Dominikanę na dwa tygodnie. Pewnie kilka osób spakowałoby się w 5 minut a w dziesięć kolejnych byłoby na lotnisku. Inni siedliby na kanapie i zastanawiali się jak poukładać codzienność żeby grała, skoro mamy wyjechać. Jesteśmy różni i różna jest dla nas "normalność".

Przygotowania do diety trwają. Gadam o tym wszem i wobec, a to element całego działania. Bo jak opowiem że coś zrobię, to przecież zrobić muszę - głupio byłoby nie zrealizować obietnicy, prawda?Znalazłam paczkę orzeszków i zajadam po troszku. Pojutrze nie byłoby to możliwe....Boję się że moja słaba wola będzie robić mi psikusy. Boję się że będzie chciała mnie zniewolić kolejny raz. Ale muszę walczyć. Muszę. Dziś obmierzyłam się w biuście, talii i w biodrach. Tak naprawdę tylko wymiar w biuście mnie satysfakcjonuje. Jest ok ;). Co do reszty, to muszę nad nią popracować. Patrząc na wymiarówkę odzieży nie jest aż tak źle - do 36 rozmiaru jest w  biodrach jakieś 6 cm, w pasie 10, a w biuście najlepiej jakby nie zeszło ;). Tak czy siak muszę wejść w odzież która ma na metce 36 - ale takie "prawdziwe", nie jak w "orsay", gdzie rozmiarówka jest zawyżona i ze spokojem wchodzę w ich 38.

No nic, idę popracować nad porządkami :) . Miłej soboty. I słonecznej jak u mnie.

 

11:15, mankatoja
Link Komentarze (8) »
piątek, 04 maja 2012

Tak, zrobiło się mało majówkowo. Ale i lepiej, bo mnie niespecjalnie upał pasuje. Bo jest mi duszno, puchną ręce, nogi i ogólnie męczliwie. Chyba najbardziej odpowiada mi klimat wysp brytyjskich. Poważnie. Swego czasu wysiadając z samolotu na londyńskim Heathrow poczułam się niczym córka marnotrawna wracająca do domu - wyjątkowo wspaniale. W czasie pobytu tam przez dziesięć dni jak nigdy wcześniej czułam się fizycznie doskonale.... No ale to był wyspiarski epizod i mieszkać tam nie będę. Póki co cieszę się więc z małego pogorszenia aury na miejscu.

Jak moja dieta? No bo pewnie taka myśl czytelnikowi mojego bloga przez myśl przeszła. Donoszę uprzejmie że....Przygotowuję się. Jem skromnie, bo jakże inaczej, delikatnie i tylko jeszcze chlebka sobie na śniadanie nie odmówiłam, to dopiero od poniedziałku. Dziś na obiad zjem coś delikatnego, tj. warzywka gotowane a potem pewnie na kolację kromkę chlebka z twarożkiem i pomidorem. W międzyczasie pewnie kilka małe opakowanie truskawek wciągnę - uwielbiam truskawki i po nie właśnie wybiorę się po pracy do "Biedrony". Że chemia? Wiem, ale w tych na straganie jest taka sama, zaś cena wyższa o jakieś 30 procent. To co mam za te same nawozy przepłacać ;).

Znalazłam stronkę z ćwiczeniami na mięśnie brzucha 

http://fitness.sport.pl/fitness/1,107701,11638685,Cwiczenia_na_miesnie_brzucha.html 

 więc te właśnie ćwiczenia oraz trochę kręcenia na twisterze i może za jakiś czas wcisnę się w miętową sukienkę w stylu lat 50-tych, ulubioną ale niedostępną na ten moment....za bo mała jest.Wszystko jednak przede mną, prawda? /Jak w nią wejdę to umieszczę na blogu stosowną fotę./

Miłego , mimo że niesłoneczny, piątku.

 

12:43, mankatoja
Link Komentarze (11) »
środa, 02 maja 2012

...Odzwyczajam się.....znaczy taki mam plan - odzwyczajać się od jedzeniowych przyjemności. Nie, nie zwariowałam, ale lato przyszło a ja jakoś niespecjalnie czuję się w swoim ciele. Ja wiem, że zima była i że lata lecą oraz że niedoczynność tarczycy i inne cuda, ale muszę coś zrobić, żeby wyglądać jak należy. Jak należy-  wg siebie. Bo problem w tym, że każdy  sobą czuć się musi dobrze. Ja mam z tym problem, szczególnie że wiele lat temu była przez parę lat pulchniutka, a potem szczuplutka. Widzę się nadal o wiele większą niż jestem....Tak więc dla własnego dobrego samopoczucia muszę zabrać się za racjonalne zrzucanie wagi.
Od kilku dni szykuję się do zmian, liczę skrupulatnie kalorie, ograniczam to, co tuczące i opracowuję plan ćwiczeń. Chodzenie do pracy na piechotę i wszędzie gdzie się da, to za mało. Tak samo jak niejedzenie tuczących obiadków i ciast. Muszę zejść dwa rozmiary do pierwszego lipca najlepiej. Cud potrzebny, kochani, cud. Bo jak to wszystko zrealizować, kiedy rezygnacja z ostatnich przyjemności tak przytłacza.....Ach, 8 lat temu rzuciłam palenie, potem w zasadzie przestałam pić jakikolwiek alkohol, potem zrezygnowałam z ciasteczek  i czipsów, potem ukochanych żelków....I wciąż trzeba z czegoś zrezygnować - smutne to :( ...ale konieczne.

Proszę jednak trzymać kciuki. Tak zwany długi weekend to ostatnie dni bez maksymalnych ograniczeń. Dam radę, pomóżcie wspierając, ok? Dzięki :)

13:06, mankatoja
Link Komentarze (18) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11